niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 14.

Poduszki. Znacie ten przyjemny zapach poduszek, kiedy budząc się nad ranem, wstajecie z łóżka, idziecie do łazienki i, gdy wracacie do sypialni uderza w was ta słodka woń? Remus zawsze ją lubił.
Po odbyciu codziennego rytuału, usiadł na łóżku i postanowił dać swoim przyjaciołom jeszcze trochę czasu w krainie snów. Może Syriusz śni o tym, jak to je obiad ze swoją rodziną, nie kłócąc się z nimi? Może James właśnie łapie znicza, siedząc na swoim Nimbusie 1900, wśród innych członków reprezentacji, podczas Pucharu Świata? Może Peter wyobraża sobie, że jest w wielkim zamku z ciasteczek i innych łakoci? Syriusza marzeniem co prawda nie było pogodzenie się z rodziną, a przynajmniej o tym nie mówił. James bardzo chciał być zawodowym szukającym, a Peter... On miał fioła na punkcie jedzenia, chociaż był dość chudy.
Była 6:45. Zielarstwo ze ślizgonami zaczynało się o 9:00. Obudzi ich o 7:00. Idealnie.
A może jednak nie?
- Nienawidzę cię Lupin! - Krzyknął Peter.
- Jak mogłeś obudzić nas tak późno?! - Syriusz również był wściekły.
- Mieliście całą godzinę na ogarnięcie się. Po dwadzieścia minut na łeb - powiedział Remus spokojnie.
- Okay, ale wiesz, że Black kąpie się przynajmniej czterdzieści minut! - Krzyknął Jim.
- A ty nie lepszy Potter! - Syriusz oddał mu.
- I tutaj zaczyna się moja rola. Musicie się nauczyć żyć z innymi ludźmi. Przecież równie dobrze, moglibyśmy wszyscy mieć osobne pokoje. Ale mamy wspólne, po kilka osób. Nauczę was ogarniania się w jak najszybszym tempie, odrabiania zadań domowych, minimalnego chociażby zainteresowania na lekcji. A jak nie będziecie mnie słuchać... - Spojrzał na nich gniewnie.
- Głupia mamka. - Prychnął Peter.
- Beze mnie, wstawalibyście o 8:30, nie odrabialibyście zadań i nie wynosilibyście kompletnie nic z lekcji. Chociaż i tak wasza wiedza po wykładzie nauczyciela jest znikoma...
Patrzyli na niego jak zbite psy. Ale w duszy wiedzieli, że ma rację.
     Remus dojadł resztki sałatki z kurczaka, wypił soczek pomarańczowy - jedno z jego uzależnień - i zjadł kanapkę z dżemem. Wstał i, nie zaszczycając przyjaciół spojrzeniem, odszedł w stronę wyjścia z zamku, aby później udać się z nauczycielką do cieplarni numer jeden. 
**
- Potter, Pettigrew! Proszę przestać dręczyć mandragory! Nie macie ich dotykać! - Krzyknęła profesor Sprout, kiedy James i Peter dotknęli liści tejże rośliny. 
- Przepraszamy pani psor - powiedział Jim wymijającym tonem.
Remus podszedł do niego i pociągnął za szatę. 
- Czy ty musisz być taki roszczeniowy? - Zapytał ze złością. 
- Wybacz mamusiu - James uśmiechnął się do niego i poczochrał mu włosy.
- Eh... - Remus przetarł twarz dłonią. - To może chociaż tatusiu, co? 
- Nie, jesteś zbyt dziewczęcy - stwierdził Syriusz, szczerząc się. Obok nich, Peter powstrzymywał śmiech. 
- Uważaj, bo pękniesz - wycedził Remus przez zęby. 
Poznali jakieś nudne rośliny, które były ciekawe tylko w tym, że nazywały się wilkorosty i wyrastały tylko tam, gdzie kiedyś przebywała wataha wilków. Uczyli się je przesadzać.
- To nie jest proste. Musicie się bardzo postarać, ponieważ wilkorosty nie lubią ludzi. W ogóle nie lubią żadnych istot poza wilkami i... - przerwała, zatrzymując wzrok na Remusie - i tylko obok wilków rosną najlepiej. W naszych warunkach potrafią dorosnąć do trzech metrów wysokości, podczas gdy w naturalnym środowisku, nawet do ośmiu. 
Remus zaczął się zastanawiać, co by było, gdyby miał taką roślinkę w domu. Miały ładne, mocno fioletowe kwiaty, które były tak duże jak jego dłoń. Były ciemnozielone, a ich liście miały niebywałe rozmiary. 
Chyba sobie taką kupię. 
Każdy miał wziąć po cztery wilkorosty i przesadzić je do większej doniczki. Wszyscy siłowali się z roślinami, niektórzy nawet powyrywali im kwiaty i liście, za co nauczycielka odjęła im punkty. Nikomu nie udało się przesadzić roślinki w mniej niż dziesięć minut. Nikomu oprócz Remusa, oczywiście. 
Dotknął liścia rośliny, a jego końcowa, najchudsza część owinęła mu się wokół palca. Bez problemu wyciągnął ją z ziemi. Jej korzenie związały się wokół jego ręki. Włożył ją do nowej doniczki i przysypał nawozem. Po przesadzeniu trzeciej rośliny, jedna z nich podała mu kawałek swojego korzenia i swój kwiat. Nie da się inaczej opisać tego, ponieważ z ziemi wyrósł kawałek korzenia, a kwiat spadł Remusowi na dłoń. Profesor Sprout uśmiechnęła się do niego. 
- Gryffindor zyskuje czterdzieści punktów za pana Lupina, którego roślinki chyba polubiły. Dziwne, rzadko tak łatwo dają się przesadzać ludziom - powiedziała z uśmiechem. Wszyscy spojrzeli na niego z zazdrością i podziwem. Megan uniosła kciuk w górę, a Erick i Damien uśmiechnęli się szeroko.
- Remus jak chcesz, możesz wyjść i przygotować się do następnej lekcji. Zostało jeszcze pół godziny do przerwy.
- Dziękuję pani profesor - powiedział i, po umyciu rąk, wziął swoją torbę, i wyszedł z cieplarni, odprowadzany wieloma spojrzeniami. 
Nie, no... Super! Teraz wszyscy będą się zastanawiać czemu akurat mnie udało się tak ładnie je przesadzić. 
Remus poszedł do sowiarni i wysłał kwiatek, oraz korzeń wilkorostu mamie. Napisał krótki list, w którym poinformował ją, co to jest, co ma z tym zrobić i w jaki sposób to zdobył.
Gdy wychodził spojrzał na niebo. Było bezchmurnie, a słońce świeciło dość mocno, jak na marzec przystało. Było dość ciepło, także nikt nie chodził w kurtce, szaliku, czy czapce.
Usiadł na parapecie między dwoma kolumnami i zaczął czytać książkę. Przeszła obok niego profesor McGonagall, na początku go nie zauważając, ale po chwili wróciła się. 
- Panie Lupin! Co pan tutaj robi?! - Krzyknęła wściekła.
- Profesor Sprout pozwoliła mi wyjść i przygotować się do lekcji, ponieważ najszybciej przesadziłem wilkorosty - powiedział na jednym wydechu.
- Ah, więc tak. W takim razie przepraszam Lupin...
- Nic się nie stało - wpadł jej w słowo, ponieważ myślał, że nauczycielka nie chce nic więcej powiedzieć. 
- Z drugiej strony źle, ze tak dobrze ci poszło.
- Dlaczego?... A. No tak. Wiem, ale co miałem zrobić? - Zapytał nieporadnym głosem.
- Nic byś nie zrobił, te rośliny i tak by cię słuchały - McGonagall uśmiechnęła się. No dobrze, może się nie uśmiechnęła, ale do tego było bliżej niż dalej. - Także żegnam pana, panie Lupin i do zobaczenia na lekcjach.
- Do widzenia - powiedział patrząc, jak nauczycielka odchodzi. oparł głowę o kolumnę, zamknął książkę i siedział tak, dręcząc się tym, co może wyniknąć z tej niby niewinnej lekcji.
**
- JAK TY TO ZROBIŁEŚ?! - Peter był pełen podziwu. On, Syriusz i James siedzieli przed łóżkiem Remusa na podłodze, w okręgu.
- NIE WIEM - powiedział tak samo pełnym podziwu głosem, na co jego przyjaciele zaczęli się śmiać.
- Nieźle udajesz uczucia - powiedział Jim.
- No wiem - Remus udał wywyższający głos i machnął ręką.
Kolejny napad śmiechu.
- Wy jesteście serio nienormalni - powiedział Remus.
- Mówi to ktoś, kogo uwielbiają jakieś dziwne roślinki - Peter spojrzał na niego.
Syriusz przewrócił  się na plecy i zaczął machać nogami. Wszyscy zwijali się ze śmiechu.
Bo w rozbawieniu jest taki moment, w którym wszystko cię śmieszy.
**
Po odrobieniu zadań domowych wyszli na błonia. Niewiele osób to zrobiło, ponieważ zbierało się na burzę. Już nawet grzmiało kilka razy.
Szli do swojego drzewa. Peter jadł kanapkę z kurczakiem, Syriusz rzucał każdy znaleziony kamień, a James próbował je łapać. Próbował to złe słowo. On je zawsze łapał. Nawet te najmniejsze. Remus szedł najbardziej z tyłu i patrzył na nich. Jim złapał kamyk w dość ciekawy sposób, jednocześnie skacząc, a potem lądując i przewracając się na plecy. Syriusz uśmiechnął się i rzucił kolejny kamyk. Tym razem Jimmy złapał go lewą ręką, na co Peter wydał okrzyk podziwu. Remus patrzył na to z szerokim uśmiechem.
- Będziesz dobrym szukającym, Jimmy - powiedział.
James podbiegł do Remusa i przytulił go mocno.
- Dzięki - szepnął mu do ucha, a gdy się odsunął udał, że ociera łzę.
Remus zaczął się śmiać, a Syriusz rzucił kamieniem w głowę Jima. Jednak Remusowi udało się go złapać, zanim doleciał do celu.
- Tego więcej nie rób. Mógłby dostać w oko, gdyby się odwrócił - spojrzał na Syriego karcąco.
- Przepraszam mamciu.
Remus prychnął głośno.
- Hej, zobaczcie - powiedział Peter zaniepokojony.
Nad brzegiem jeziora siedziała pewna dziewczyna. Miała na sobie długą, czarną suknię, a w ręku trzymała krwistoczerwony kwiat. Była pochylona nad wodą. Płakała.
- Kto to? - Zapytał James prawie szeptem.
- Ja... - poczuł jej zapach - Megan! - zaczął się denerwować. Podbiegł do niej, a za nim Syriusz, James i ostatni Peter.
- Megan, co się stało? - Zapytał Remus.
Spojrzała w ich stronę dzikim wzrokiem. Miała rozmazane oczy.
- Nic. - Powiedziała szybko, wycierając łzę, która spływała po jej policzku.
- Oh, jasne. Mów - Syriusz uklęknął obok niej i, ze swoim talentem do kontaktów z płcią przeciwną, dotknął jej ramienia.
- Druga rocznica ich śmierci - skinęła głową w stronę zdjęcia, które było na kwiecie. Dwie dorosłe osoby. Kobieta z krótkimi, czerwonymi włosami i mężczyzna w czarnych włosach. Obydwoje uśmiechnięci.
- Twoi rodzice? - Zapytał Peter.
- Yhym - mruknęła jeszcze bardziej się kuląc, jeśli to w ogóle było możliwe.
Wrzuciła kwiatek do wody i zaczęła głośno płakać. Syriusz od razu pociągnął ją w swoją stronę i przytulił, siadając. Zaczęła bić go po klatce piersiowej, a Syriusz skrzywił się nieco. Musiała go za mocno uderzyć. Remus patrzył na nią ze zdziwieniem. Nigdy nie widział Megan płaczącej, smutnej... Zawsze była wesoła. Może raz zauważył jak się zdenerwowała. Ale nigdy nie płakała. Bo Megan nie okazuje uczuć. Oh, nie. Nie okazywała. Oni też usiedli. I siedzieli tak cicho nawet wtedy, kiedy zaczął padać deszcz.
- Nie martw się Meggy. Poradzisz sobie. Musisz - powiedział Syriusz,  tuląc ją mocno i nie przejmując się deszczem, moczącym jego włosy, i ubranie.




Myślę, że ta notka jest trochę lepsza niż poprzednia, co?
Wybaczcie mi braki w komentarzach na waszych blogach, w najbliższym czasie to odrobię ;)
Chciałabym też podziękować Alex i Lexy, które może czytają tego bloga, a może nie, ale na prawdę pomagają mi i dają dużo różnych głupich i zabawnych tekstów, które serio kiedyś wykorzystam.
Jeszcze raz dziękuję też tym, który komentują, a tych którzy czytają, a nie komentują, proszę, żeby jednak coś mi napisali. Miło by było :)
Mam jeszcze pytanie. Znacie jakieś ciekawe anime typu shōjo ? Albo coś o Huncwotach... ;)
Także mam nadzieję, że się podobało i żegnam was.
Do napisania!
Megan Lunaris Moony
< 4

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 13.

- Remus błagam!
- Nie!
- No, ale...
- Nie James!
Siedząc w dormitorium James próbował odrobić pracę z transmutacji, ale nie szło mu to zbyt dobrze. Nawet wprost przeciwnie, wcale mu to nie wychodziło. Remus siedział na swoim łóżku i starał się czytać książkę, ale nie było mu dane przeczytać choćby jednego rozdziału.
- Dlaczego mi nie pomagasz?! - Krzyknął Jim nienaturalnym, udającym histerię głosem.
- Ponieważ, drogi Jamesie - zaczął spokojnie - masz. To. Zrobić. Sam. - skończył ostro.
- Jesteś okropny Remus. - powiedział Peter, siedzący na podłodze obok łóżka Remusa, żując gumę Drooblesa. Syriusz leżał obok Remusa z głową zwieszoną za łóżkiem i nogami opartymi o ścianę.
- Jim daj sobie spokój - powiedział rozbawionym głosem Syriusz.
- A-Ale ja muszę to mieć! McGonagall mnie zabije! Ukatrupi! Rozgniecie i będą mnie z podłogi zeskrobywać! Błagam!
- Ona jest kotem, a nie tyranozaurem czy słoniem. Nie rozgniecie cię. Co najwyżej podrapie, tudzież skoczy do gardła - Remus przetarł twarz dłonią, w geście rezygnacji.  Syriusz uśmiechnął się szeroko.
- No, a to jest bardzo pokrzepiające!
- Nie wiedziałem Syriuszu, że znasz takie słowo - powiedział Peter powoli i z lekka niewyraźnie ze względu na gumę w ustach.
- Uważaj, bo możesz się udławić. A tego byśmy wszyscy żałowali.
Zaczęli się śmiać, ale James nadal pamiętał o zadaniu z transmutacji. Syriusz spojrzał na niego znacząco, a potem skinął w stronę Remusa myśląc, że ten niczego nie widzi. Ale widział i zrozumiał, że Syriusz zamierza ukraść mu pergamin z pracą i zwyczajnie go przepisać. Nie zamierzał dać im tej satysfakcji, ale jednocześnie nie chciał, aby profesorka złościła się na jego przyjaciół. Postanowił, że pozwoli im osiągnąć to, co chcieli.
Był już wieczór, a Remus patrząc na zegarek, dowiedział się, że minęła dwudziesta. Wstał i już miał otworzyć drzwi do łazienki, kiedy nagle ktoś pociągnął go za ramie. Remus upadł na podłogę wyłożoną szkarłatną wykładziną, zdzierając sobie łokieć. Jednak po chwili rana się zrosła i nie została zauważona przez 'napastnika'jakim był Syriusz.
- A dzień dobry, proszę pana! - Powiedział rozbawionym głosem, z szerokim uśmiechem na ustach. - Dlaczego pan tak leży?
- Ponieważ, drogi panie, pan mnie pociągnął i upadłem. - Wyrazistość ironii, która wypływała z ust Remusa, bardzo rozśmieszyła jego przyjaciół.
- Ah, pan wybaczy. - Kontynuował Syriusz poważnym głosem - ale chcę się wykąpać pierwszy - dokończył bardzo szybko i już zwyczajnym tonem. Przeszedł nad Remusem, niby przypadkiem nadeptując mu na brzuch i wszedł do łazienki.
Remus leżał na ziemi jeszcze przez chwilę. Przejechał dłonią po podłodze, a gdy dotknął twarzy poraził go prąd. Naelektryzował się. Szybko potarł dłońmi o wykładzinę, po czym  rzucił się na Jamesa.
- Co ty... Aaaa! - Krzyknął Jim - To boli! Poraziłeś mnie! Puść idioto! Nie, aaa!
Peter śmiał się głośno, a z łazienki słychać było śmiech Syriusza.
- Tylko się nie utop! - Krzyknął Pete.
- Tego byśmy wszyscy żałowali - dodał Remus, siedząc na kolanach Jima.
- Zejdź. - Powiedział James, po czym zepchnął Remusa z siebie.
- Drugi raz na podłodze. Świetnie. Nie, żebym się skarżył, ale... CO JA WAM ZROBIŁEM, HMMM? - Krzyknął, wymachując rękoma.
- Nic. Idź do łazienki - powiedział Syriusz, wychodząc zza drzwi w pidżamie.
Remus poszedł się wykąpać, a gdy tylko zamknął za sobą drzwi, usłyszał, jak James wyciąga z jego torby zadanie z transmutacji. Uśmiechnął się i wszedł pod prysznic.
***
- POTTER, BLACK, LUPIN, PETTIGREW! - Krzyk profesor McGonagall przerwał ciszę panującą w klasie. - WSTAĆ!
Remus spiął się, James zwrócił oczy ku niebu, Syriusz westchnął, a Peter wciągnął szybko powietrze i wszyscy jednocześnie wstali.
- Czemu - zaczęła rzucając cztery kawałki pergaminu na stół - powiedzcie mi, czemu, wasze prace są takie same. Identyczne! Co do słowa! Dlaczego?!
- Bo... - zaczął Syriusz patrząc nauczycielce w oczy. - Bo robiliśmy to zadanie razem.
- Razem? - Zapytała ostro - A czy powiedziałam, że to jest praca grupowa?
- Nie, ale...
- To chyba nie oznacza, że nie możemy zrobić go razem, prawda? - Zaoponował James.
- Potter! Jak się do mnie odzywasz? Czyżbyś podważał mój autorytet?!
- Nie, proszę pani, nikt nie podważa pani autorytetu...
- Siadać. I nie przeszkadzać mi w lekcji. Bo pomyślę nad karą dla was.
Remus usiadł patrząc znacząco na Petera, który siedział obok niego. Naprzeciwko nich, siedzieli Jim i Syriusz.
Reszta lekcji upłynęła spokojnie.
***
Szli korytarzem rozmawiając.
- Bo widzisz Remmy, gdybyś mi pomógł, nie spisałbym tego - powiedział Jim.
- Tak. Zwal winę na mnie. Yhym...
Parsknęli śmiechem, chociaż Remusowi wcale nie było do śmiechu.Nie chciał żeby to się powtórzyło, ale jak przemówić im do rozsądku?
Szli szarym korytarzem rozmawiając. Mijali wiele ludzi. Gdy przechodzili obok jednego z wyjść na błonia. Przy drzewie stali Bellatrix, Lucjusz, Narcyza i Rudolf. Nierozłączni. Spojrzeli na nich, a Remus szybko odwrócił wzrok. Musieli obok nich przejść.
- Witaj kuzynie - powiedziała Bella.
- Oh, Bella! Tak bardzo za tobą - zaczął Syriusz udawanym, szczęśliwym głosem - nie tęskniłem - skończył mrożąc ją wzrokiem.
- Phi, bo to mnie obchodzi.
- Bello, po co z nim rozmawiasz? Nie marnuj sobie czasu na zdrajcę krwi. - Powiedziała Narcyza Black.
- Cyzia! Moja ulubiona kuzynka! - Krzyknął Syriusz.
- Nie udawaj, idioto.
Odeszli, ale zdążyli jeszcze usłyszeć, jak Lucjusz pyta Narcyzę o 'Cyzię'. Syriusz uśmiechnął się szeroko. Usiedli przy swoim drzewie. Remus wyciągnął książkę i zaczął ja czytać.
- Dlaczego moja rodzina jest taka głupia? - Zapytał Syriusz.
- Nie wiem. Ale ci współczuję - powiedział James.
- Macie coś do jedzenia? - Peter spojrzał po wszystkich.
- Nie. Pete, przed chwilą był obiad! - Krzyknął Syriusz.
Remus siedział oparty o pień drzewa, zagłębiając się w lekturę. Lecz znowu nie było mu dane zbyt wiele poczytać.
- Remus! - Usłyszał krzyk Megan.
- Tak? - Powiedział, nie podnosząc wzroku znad książki.
- Patrz na mnie, jak do ciebie mówię Lupin - pociągnęła go za włosy, stając obok niego. Nie miała na sobie mundurka, tylko spódniczkę, glany i jasną koszulę zapiętą pod szyję.
- Ojej... No co? - Spojrzał na nią.
- Co się stało na transmutacji? - Usiadła obok niego.
- Oni - skinął głową na zdziwionych przyjaciół - spisali ode mnie zadanie. W stu procentach. No, a profesor McGonagall to zauważyła.
- Od mądrego zawsze będą odpisywać. Także przestań się uczyć. Albo zacznij nosić kujonki, które ci dałam - powiedziała z uśmiechem.
- Pomyślę... - Chciał zacząć czytać dalej, ale Meggy wyrwała mu książkę.
- Nadal rozmawiamy - powiedziała.
- Błagam... Megan!
Rozmawiali jeszcze przez chwilę, potem Meg wstała, a gdy odeszła chłopcy zaczęli wypytywać, skąd Remus tak dobrze ją zna.
- I nie było nas, kiedy rozgrywała się wojna na jedzenie?! - Krzyknął Syriusz błagalnie, kiedy Remus opowiadał im, co działo się podczas świąt. Nie zamierzał powiedzieć im o tym, co stało się w sowiarni, ale większość może im opowiedzieć.
Także kiedy wracali, nadal rozmawiali, a w zasadzie Remus nadal toczył swoją opowieść.
Gdy wrócili do Pokoju Wspólnego, podbiegła do nich Dorcas, opowiadając Remusowi, jak to 'pobiła' Ericka. Remus zaczął się śmiać. Podeszły do nich koleżanki Dorcas - Lily, Eleanor i Agatha.
- Cześć! - Powiedziała Lily.
- Lily Evans? Ta dobra z eliksirów? Dlaczego się nie znamy? - Zapytał Jim.
- Bo nie mieliśmy okazji się poznać, James.
James uśmiechnął się szeroko. Rozmawiali chwilę, a potem chłopcy wrócili do sypialni. Przyszli do nich Damien i Erick. Peter, Syriusz i James bardzo ich polubili. Rozmawiali bardzo długo, a Remus już myślał o następnym dniu, ponieważ wiedział, że będzie mógł spać długo. Jutro sobota.



Siemka!
Jak tam humorki?
U mnie średnio :/
Wiem, że krótko, ale teraz weekend to może będzie ciekawiej. Nie wiem. Nie chcę przewidywać, co zrobią huncwoci. Za to chciałabym ich już przenieść klasę wyżej. Naprawdę bym chciała. Albo nawet więcej niż klasę, ale chcę z każdego roku mieć chociaż trochę rozdziałów. Także zobaczymy.
No i Remus będzie rósł razem z wami, bo nie zakończę bloga na końcu szkoły. Mam świetne pomysły na jego dorosłe życie.
Także blog będzie trwał długo. A przynajmniej takie mam zamiary. ;)
Miłego wieczoru!
Ja niedługo jadę na działkę.
Zawsze jak tam jestem i chodzę po lesie, to chcę żeby stało się coś ciekawego. Ale nic się nie dzieje. Nasz świat jest nudny, a szkoda.
Jestem wielką fanką nadnaturalności :D
Megan Lunaris Moony

czwartek, 5 czerwca 2014

Arty remusowe i huncwockie

To nie jest nowa notka, chociaż myślę, że takowa dzisiaj albo jutro zostanie wstawiona :)
Chciałam wam pokazać kilka naprawdę świetnych artów, niestety bez autorów, ponieważ ich nie znam. Chyba, że jest gdzieś podpis. Jedyne, co wiem, to które są od Virii ponieważ bardzo ją lubię ;))
Oto owe arty :

Słodcy huncwoci - zwierzaczki *,*
Idealni. Chociaż Remmy jest brzydki :/

Coś dla wolfstarowców takich jak ja ;))

Remus chce spać XD

Ciekawe jaka laska tam idzie... :F

Next wolfstar

Remus czytający książkę :D

Gif syriuszowy

Zawsze się śmieję, kiedy to widzę :D

Słodki Remmy *-*

Jim i Lilly

Remus i jego "- Merlinie, dlaczego..."

- Ladies... 

Syriusz. To mówi wszystko. Takie bożyszcze XD

Good boy :D

Ohhh, uwielbiam.

Jimmy

Mi się to podoba

Bardzo ładne.

Remus :D

Remus z dziewczyną XD 

Wzrok Lunia... Rozwala :D

Kąpiel Łapy

Nieładnie!

Fast food? :d

Niestety, najwięcej głosów na pana Pottera.

Wolfstar :D

Mam nadzieję, że się podobają :)
No i zapraszam chyba raczej jutro na nowy rozdział! :*
Megan Lunaris Moony

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 12.

Pomimo braku swoich przyjaciół, Remus cieszył się z tych kilku dni wolności. Po Bożym Narodzeniu został tydzień dni wolnych od zajęć. Nowy Rok w Hogwarcie był wspaniały - zniknęły choinki, a na ich miejsce ustawiono duże zegary, które odliczały czas do nadchodzącego roku. W sylwestrową noc, cały Hogwart oświetlały jedynie świece lewitujące w wyznaczonych miejscach zamku. O północy wszyscy wyszli na błonia, a nauczyciele dali pokaz magicznych sztucznych ogni, oraz fajerwerek, które sami wyczarowali. To było coś niesamowitego i Remus cieszył się, że może brać w tym udział.
Ale stało się też kilka nieprzyjemnych rzeczy. Malfoy podszedł zbyt blisko i byłby się poparzył, ale nauczyciel Starożytnych Run, Marcel Eiri zdążył go ocalić; iaczej jednak, było z nim samym. Doznał poważnych obrażeń. Profesor Nickmann szybko zaniósł go do skrzydła szpitalnego, bo na szczęście pielęgniarka nie chciała brać udziału w imprezie. Było kolorowko, głośno... Po prostu świetnie.  Ale Remusowi coś przeszkadzało.
- Remus? Wszystko w porządku? - Zapytał Erick.
- Tak - odpowiedział dziwnym, piskliwym i nienaturalnie... Wystraszonym głosem.
- Nigdy nie widziałeś fajerwerków?
- Widziałem - powiedział z politowaniem - ale nie tak blisko.
I wtedy zdał sobie sprawę z tego, co się dzieje, bo profesor Binns (nauczyciel Historii Magii) wystrzelił kilka kolorowych ogni tuż obok niego.
Poczuł go znowu. Po raz kolejny próbował przejąć kontrolę. A nie powinien. Nigdy się to nie działo. Nigdy, kiedy był w domu. W Hogwarcie już kilka razy miało to miejsce.
Wyrywał się. Gryzł. Drapał.
Remus rozejrzał się dziko i odszedł wolnym krokiem od swoich przyjaciół.
Czuł go. Czuł jego strach, zdezorientowanie i złość.
Kierował się w stronę Zakazanego Lasu.
A on nadal o sobie przypominał. Skamlał. Wył. Próbował zawładnąć Remusem.
Wbiegł między drzewa. Jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności w sekundę. A może nawet mniej. Biegł szybko. Tak jak wilkołaki.
I upadł. Bo nie potrafił go opanować. Swojego alter ego, które towarzyszyć mu będzie do śmierci. Które będzie jego zmorą i odskocznią jednocześnie. Które będzie go dręczyło i pomagało mu. Wilk wygrał. Przejął ciało Remusa. A jego przegrana była bardzo bolesna.
Ale śmiał się z wilka. Bo był tchórzem. Bał się fajerwerków.
***
Siedział w pokoju, pijąc herbatę. Kubek dostał od taty, tak dla śmiechu. Wodę wyczarował, torebkę do zaparzenia napoju miał... Dzięki Jamesowi, który zwinął kilka (czytaj około trzydziestu) na którymś ze śniadań*, wodę zaparzył sam. Siedział więc na łóżku i pił, trzymając kubek jak zawsze - obiema dłońmi.
Była dwudziesta. Na dworze egipskie ciemności. I jedynym naturalnym światłem był blask sierpu księżyca. Ten znienawidzony blask. Koszmar.
Wziął do ręki list.
Od nieznajomego.
I nie wiedział jak go rozkminić.
Nadal nie zauważył tych inicjałów.
A przecież były tak oczywiste.
Wręcz jarzyły się własnym blaskiem na tle innych liter i samej kartki.
A on ich nie widział.
A ich właściciel stał na skraju pewnego ciemnego lasu, tak bardzo przypominającego ten Zakazany.
I patrzył na ten sam księżyc, na który Remus wkońcu odważył się spojrzeć.
I zastanawiał się, dlaczego akurat ten idiotyczny Lupin tak go interesuje.
I nie wywnioskował nic, poza tym, że kobieta, którą całował miała podobny kolor włosów.
Podobny do jego.
Do Remusa.
Ale tylko podobny.
Bo Remus był jedyny w swoim rodzaju.
***
Obudził się z jej wspomnieniem przed oczami.
Megan.
        Miałem ją zdemaskować.
Ale nie zrobił nic, z braku chęci. Już drugą książkę od Petera odłożył na małą stertę tych przeczytanych. Ta kolekcja znajdowała się za jego łóżkiem. A ta nieprzeczytanych była nad łóżkiem.
Oto kolejny wymysł młodych czarodziejów.
Półki nad łóżkiem.
Bo ich nie mieli, a Peter uznał, że muszą być. Tak samo było z syriuszowym biurkiem, jamesową wanną... I remusowymi zasłonami na trzech dużych oknach, które były symetrycznie rozmieszczone na ścianie sypialni i sięgały podłogi. Odkładając książkę zauważył Malfoy'a i Black. Znów razem.
  Irytują mnie samym swoim 'ja'.
Uznając, że nie ma sensu siedzieć dalej samemu w dormitorium, skierował się w stronę drzwi. Czekało go jednak niemałe zdziwienie, ponieważ, gdy otwierał drzwi stanął twarz w twarz z nikim innym jak Megan. Było to nawet bliżej niż twarzą w twarz, bo prawie stykali się nosami. Jej dłoń zastygła w powietrzu, bo właśnie chciała chwycić klamkę. Remus poczuł, jak na jego policzki wpływa fala górąca i, nie chcąc by się z niege śmiała, obrócił się na pięcie dookoła własnej osi, równocześnie się śmiejąc.
Przebywanie w domu bez rówieśników wcale nie jest dobre. A dodając mój nieśmiały charakter... Dno, dno, dno i osiem metrów mułu.
- Niezłe - powiedziała lekko się uśmiechając. - A teraz chodź do skrzydła szpitalnego. Dorcas spadła ze schodów.
Pobladł, jeśli w jego wykonaniu było to możliwe. Przynajmniej czuł się, jakby pobladł. Rzucił się do drzwi i - przesuwając Meg - zbiegł po schodach w zawrotnym tempie. Cieszył się z tego, że nie poszedł do biblioteki. Wtedy Megan by go nie znalazła.
Dogoniła go po chwili.
- Co jej się stało?
- Spadła ze schodów. Dużo jej się stało. Wymieniać?
- Nie. - Powiedział stanowczo - nie będę martwić się na zapas.
- Dobrze. Żebyś się tylko nie zdziwił - jej grobowy głos sprawił, że włosy stanęły mu dęba.
Mijali kolejne korytarze, schody, przejścia i zbroje. Widzieli też - w którymś z tajnych przejść - jakichś "zakochańców" jak to powiedziała Megan, którzy dość entuzjastycznie okazywali sobie uczucia. Nie widzieli kto to, ale usłyszeli głosy.
- Marcel, nie teraz - powiedział jakiś mężczyzna.
- Ojej, Louis... - kolejny męski głos.
Dziwna zbieżność imion. Ich dwaj nauczyciele - Marcel Eiri i Louis Nickmann - przecież mieli takie imiona. Ale nie mogliby...
                 Nieważne.
Biegli dalej. Zbroja, zbroja, zbroja, irytek, zbroja, zbroja.
Dotarli do skrzydła szpitalnego. Otworzyli drzwi.
Remus spodziewał się połamanych kości, siniaków, rozcięć... A Dorcas siedziała na kozetce z małą raną na nadgarstu i spuchniętym palcem wskazującym.
Remusowi opadły ręce.
- Ale... - nie wiedział, ci powiedzieć.
- Spadłam ze schodów. Wiem, jestem głupia. - Zaczęła Dor.
- Ale...
- Spadła ze schodów. Trzech schodów. - Megan była wyraźnie rozbawiona.
- A... Ja... Ugh... Megan! - Podszedł do niej i, z braku pomysłów, mocno potargał jej włosy.
- Ej!
- A co się stało? - Zapytał Damien.
- Powiedziałam mu, że Dorcas spadła ze schodów i jest w skrzydle szpitalnym.
- No, bo tak jest... - zaczął Erick.
- Tak, ale ja myślałem, że coś jej się stało. Wiesz krew, połamane kości, krzyki i takie tam... Czekałem na jakąś akcję, albo coś... A ty mi wyskakujesz z... - wskazał na Dorcas - tym.
- Oh, wybacz.
Remus rozejrzał się, w poszukiwaniu profesora Eiri'ego. Nie znalazł go.
Wrócili do Pokoju Wspólnego w dobrych nastrojach. Każdy myślał o czym innym. Remus o Eirim i Nickmannie, Damien o swoim młodszym bracie, który się rozchorował, Erick o tym, że niedługo zaczną się lekcje, Dorcas o tym, że bolą ją knykcie, a Megan o swoich rodzicach. Rocznica ich śmierci zbliżała się wielkimi krokami.
***
Przerwa świąteczna skończyła się tak samo, jak się zaczęła - zbyt nagle. Nic nie trwa wiecznie, a już na pewno nie to, co najlepsze.
Remus stał na peronie w Hogsmeade, czekając na pociąg. Obok niego dzielnie trzymała się Dorcas, której nos był nienaturalnie czerwony. Miała szkolny szal i czapkę, grubą, puchową kurtkę i rekawiczki.
- Czmu tobie nie jest zimno?! - Zapytała z wyrzutem.
- Przepraszam... - powiedział ironicznie - po prostu. Nie jest i tyle.
Chciał usiąść na ławkę, ale uznał, że byłaby to zbyt jawna niesubordynacja w stosunku do zwyczajnych praw człowieczeństwa. Ludziom w zimę raczej jest zimno.
Oparł się więc o mur z czerwonej cegły i po chwili zganił siebie w duchu, bo prawie na pewno pobrudzi sobie kurtkę.
Uslyszał jadący pociąg, ale wiedział, że tylko on go słyszy. Po chwili dźwięk narastał i razem z Dorcas podeszli bliżej.
Czerwony pociąg zatrzymał się z niemałym piskiem i zaczęli z niego wypływać uczniowie. Dorcas pożegnała się z Remusem i pobiegła w stronę Lily, Eleanor i Agathy. On nadal czekał. Zdał sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy - Syriusz na pewno nie będzie chciał się przepychać, więc wyjdą ostatni. Postanowił, że jednak usiądzie na ławce. Czekał.
Ludzie spieszyli się, biegli, krzyczeli. Zobaczył Dor i jej przyjaciółki. Pokiwała mu, a on odpowiedział tym samym dodając uśmiech i wstając. Usłyszał bowiem śmiech Petera.
Stanął stosunkowo blisko pociągu. I wtedy wybiegli.
- Remus! Remmy! - James biegł do niego z zawrotną (jak na człowieka) szybkością. Dopadł go i Remus prawie się przewrócił. Niespodziewany atak ciężkiego obiektu.
- Nie. Jesteś. Aż. Taki. Lekki. - Wydyszał.
- Chcesz go zabić Jim? Dopiero co wróciliśmy! - Syriusz dołączył do nich.
- A ja?! - Peter też.
I stali tak przytuleni. Jak najlepszi przyjaciele, których nie obchodzi, czy ktoś źle o nich pomyśli, czy nie. Którzy mają w nosie to, jak zazwyczaj zachowują się chłopcy, gdy uważają się za przyjaciół. Bo oni mieli swoje zasady. Od początku i - choć jeszcze tego nie wiedzieli - to miało im przysporzyć wielu problemów.


*jestem zwolenniczką własnej wersji śniadań w WS. Uważam, że było po kilka rodzajów soków i wody, ale też torebki z kilkoma rodzajami herbaty, ułożone np. na 'postumencie do owoców' (jak ja to mówię ;)

Siemaneczko!
Jak tam u was samopoczucie?
Ja jestem wesoła od kilku dni.
Udało mi się poprawić fizykę!
Notka z lekka sentymentalna i dramaryczna z tego co widzę... XD
JAK ZGADNIECIE, O KOGO MO CHODZI Z INICJAŁAMI TO NIE PISZCIE! NIC! NAWET SŁOWA!
Cieszę się, że niektórzy mają lepszą dedukcję. Ale nie pieszcie
Ah, a tak dla sprawdzenia kto czyta tę część komunikacyjną (jeśli to czytasz-odpowiedz):
Wasz ulubiomy parring z HP?
;3
Megan Lunaris Moony

środa, 21 maja 2014

Rozdział 11.

Remus obudził się w Boże Narodzenie dość wcześnie. Przetarł twarz dłonią i... Zobaczył coś, czego nigdy by się nie spodziewał.
Przy jego łóżku leżało kilka prezentów. Dało się je policzyć na palcach, ale Remus i tak się cieszył. Rzucił się do nich.
- Ojej! - Krzyknął.
Prezent od rodziców. Szare spodnie rurki i fasolki wszystkich smaków.
- Oh, oni są niesamowici - powiedział Remus.
Pewnie niektórzy z was zastanawiają się, dlaczego Remus się cieszył. Na święta dostać jedynie spodnie i opakowanie fasolek? Ale dla niego, wychowanego w ubogiej rodzinie i bardzo skromnego, to było wiele.
Prezent od cioci. Siostry jego mamy. Miała na imię Astrid, Ben i Gabriele - jej dzieci - byli rok młodsi od niego. Bardzo ich lubił, chociaż rzadko widywał. To była jego jedyna rodzina poza rodzicami. Wiedzieli o dolegliwości Remusa, chociaż byli mugolami.  Dostał od niej kilka czekolad i książkę. Był w siódmym niebie.
Kolejny prezent był od Jamesa. Otworzył go i... Z kartonu wyleciał chochlik. Mały, fioletowy chochlik. Remus był zaskoczony. Chochlik zaczął go ciągnąć za włosy i gryźć w uszy. Próbował go złapać, ale nawet z jego wilczą szybkością, nie udało się. Chochlik latał nad nim i wydawał z siebie dziwne dźwięki. Był bardzo nadpobudliwy. Remus podjął kolejną próbę złapania niechcianego gościa. I kolejną. A potem jeszcze jedną. I za każdym razem chochlik uciekał.
- James przysięgam, zabiję cię! - Krzyknął, z jednej strony zły, z drugiej rozbawiony.
Gonił chochlika po całym pokoju. I już prawie go miał, już prawie trzymał w rękach... Chochlik uciekał. Podleciał bardzo blisko niego i ugryzł go w policzek. Remus myśląc, że uda mu się złapać stworzonko, chciał je uderzyć, ale ono uciekło i uderzył sam siebie. 
- Aua!
Nadal gonił śmiesznego, latającego człowieczka. Skakał po łóżkach swoich współlokatorów, wszedł nawet na biurko. Potem uznał, że ta walka nie ma większego sensu i usiadł z powrotem na łóżku. Na spodzie pudełka od Jima był liścik
Kochany Remusiku!
Podoba się? Ja wieem... Na pewno Ci się podoba!
Co sądzisz o swoim nowym koleżce?
Nazwij go Syriusz. Jest tak samo wkurzający jak jego ludzki odpowiednik.
Tylko błagam, nie zabijaj go!
Nawet nie wiesz, ile czasu zajęło mi wpakowanie go do tego pudełka.
Nie wspominam w ogóle o złapaniu go!
Pomagał mi tata...
Tęsknię!
Jim.
 Pod listem ukryte było opakowanie dziesięciu czekoladowych żab i kwaśne żelki. Chochlik przypomniał sobie o nim i podleciał do niego. Zaczął piszczeć i gryźć Remusa w ręce. Ten odgonił go i zabrał się, za odpakowywanie kolejnych prezentów.
Następny był od Megan. 
Także tak.
Oto mój prezent dla Ciebie!
Nie pytaj jak go zdobyłam, tylko się ciesz.
A jak się zapytasz - umrzesz. Śmiercią tragiczną.
Mam nadzieję, że będzie ci pasować.
Odwinął misternie zawinięty prezent i na łóżko wysypały się małe czekoladki. Remus wziął do ręki jedną z nich. Na opakowaniu było napisane: 
Produkt  dopuszczony do sprzedaży jedynie w Miodowym Królestwie.
Więc Megan była w Hogsmeade. Ale jak?! Przecież im nie wolno!
Oprócz czekoladek Remus zauważył okulary. Zerówki. Kujonki. Była doczepiona kartka. 
Jak one się nazywają?
No?
Taka aluzja, kochany.
Mini aluzja.
Ah, i nie bierz sobie do serca tego 'kochany'
Tylko się przyzwyczaj.
Ja tak mówię.
Do wszystkich, którzy coś dla mnie znaczą.
Erick na mnie krzyczał, gdy tak do niego powiedziałam.
Mam nadzieję, że Ty nie będziesz.
Meg
Uśmiechnął się i założył okulary. Rozwinął jedną z czekoladek i włożył do ust. Gdy tylko przegryzł ją stało się coś nieoczekiwanego. Poczuł jak gdyby w jego ustach wybuchło milion bąbelków. To było zabawne. Przełknął tę dziwną czekoladę i to samo poczuł w brzuchu.
- Ciekawe uczucie. Super pomysł Megan! - Powiedział.
Potem prezent od Syriusza.
Otwieraj na własną odpowiedzialność. 
Przestraszył się i uśmiechnął. Otworzył pudełko i od razu szybko je puścił. Zaczęły z niego wychodzić pająki! To było przerażające. Remus pisnął i wyskoczył z łóżka. Pająki zrobiły to samo. Pobiegł do łazienki, ale nie zdążył zamknąć drzwi i weszły za nim. Chochlik też tutaj wleciał. Remus wybiegł z łazienki depcząc kilka pająków. Po chwili wszystkie zniknęły. Odetchnął z ulgą. 
Podszedł do łóżka (ówcześnie odbywając krótką bitwę z chochlikiem) i wyciągnął list od Syriusza. 
Na pewno mi się udało, bo próbowałem tego kilka razy w domu.
Powiedz, że się przestraszyłeś, chociarz troszkę!
Błagaaam *robi słodkie oczka*
Moim słodkim oczkom się nie oprzesz!
Nikt się im nie oprze!
Nikt!
Twuj
Syri

- Syriusz, twoja ortografia, jest na poziomie pięciolatka. Tragedia.
Dostał od niego śliczny, czarny scyzoryk.
- Wow! Świetne!
Kolejny prezent od Petera. Wiedział, co od niego dostanie.
Wyciągnął dziesięć książek. Każda po pięćset stron. Były tam tytuły, których nie znał i takie, o których słyszał. Ucieszył się bardzo. 
Remusie.
Wiedziałeś, co ode mnie dostaniesz. 
Mam nadzieję, że Ci się podobają.
Stęskniony
Pet
Uśmiechnięty otworzył prezent od Dorcas. 
Postanowiłam, że nie będę wymyślać. 
Mój tata kupił to i przysłał do mnie. 
Mam nadzieję, że Ci się spodoba. 
Podarł papier, w którym było zapakowanego coś kwadratowego. Gdy uporał się z papierem zobaczył napis na plastikowym pudełku: 
Mini zestaw rzeźbiarski.
Był tam ostry nóż, mały młotek i kilka innych rzeczy.
- Dorcas... Ubóstwiam cię! - Chyba jeszcze nigdy nie był tak szczęśliwy.
Następnie prezent od Damiena.
Nie było kartki. Ale nie zdziwił się. Przecież mieszkają obok siebie.
Dostał od niego niebieską koszulkę z czarną koroną. Była bardzo ładna. Podobała się Remusowi.
Od Ericka dostał bransoletkę i naszyjnik ze skóry. Remus od razu je założył.
Został jeszcze jeden prezent.
- Od kogo to?
Wziął go do ręki. Rozpakował. Na łóżko wypadł nóż. A raczej mały mieczyk. Z rzeźbioną rączką. Były na niej wilki wyjące do księżyca. I była karteczka. 
Tęsknię.
I mam nadzieję, że w Hogwarcie Ci się podoba.
Tęsknię.
Remus nie znał tego pisma. Nie wiedział, od kogo był ten prezent. Odłożył nóż do półki w etażerce, posprzątał łóżko i odłożył wszystkie listy (z tym od nieznanej osoby na wierzchu) i wyszedł z pokoju.
Nie zauważył jednak czegoś.
W rogu kartki od nieznajomego były inicjały. Napisane malutkimi literkami. 
F.G.

Szkoda, że o tym nie wiedział.
**
Wbiegł do pokoju Damiena i Ericka z głośnym krzykiem. Ściągnął kołdrę najpierw z jednego, później z drugiego.
- Co…? Co robisz Lupin?! – Krzyknął Erick zamiast powitania.
- Budzę was – stwierdził rzeczowym tonem.
- Ciekawy sposób. Oddaj mi kołdrę – Damien wstał. Był bardzo chudy jak na swój wiek. Podbiegł do Remusa (, który trzymał obydwie kołdry w rękach) i szarpał się z nim. Po chwili Remus leżał na ziemi, na nim Damien, a nad nimi stał Erick. Damien próbował wyciągnąć od Remusa kołdry, zaś Erick ukląkł obok i gilgotał go. Remus śmiał się głośno i mocno trzymał kołdry. Wszyscy krzyczeli i wyzywali się, ale nikt dokładnie nie wiedział, co który mówi. Było wielkie zamieszanie. Remus nadal nie puszczał kołder.
- Oddaj! Już! – Krzyczał Damien.
- Co ci to teraz da? I tak już nie zaśniesz… - Remus uśmiechnął się.
- Nie znasz jego możliwości Remmy… Dam potrafi zasnąć w każdej sytuacji. Serio. - Erick uśmiechnął się szeroko.
- No dobra, no... Ale już koniec. Chcę zobaczyć wasze reakcje na moje prezenty! - Krzyknął i usiadł na łóżku Damiena. Chłopacy nadal leżeli na ziemi patrząc na niego z udawanym zdziwieniem. Wyglądało to co najmniej komicznie. - No już! Otwierajcie!
- Remus. Wróć. Do. Normalności! - Damien mówiąc ostatnie słowo rzucił w niego ledwo co odzyskaną kołdrą. Remus złapał ją, położył obok siebie i usiadł po turecku na łóżku. W tym czasie Erick wstał, usiadł obok swojego pokaźnego stosu prezentów i sięgnął po leżącą najbliżej paczuszkę.
- Skąd mam wiedzieć, która jest twoja? Nie będę jej specjalnie szukał! - Powiedział.
Remus przewrócił się na plecy, wymachując rękoma.

Damien zaczął się śmiać, nadal leżąc na podłodze. Erick spojrzał na nich, ukrywając śmiech.
- Obaj jesteście głupi - stwierdził.
Wziął do ręki niebieską, małą paczuszkę.
- TO ODE MNIE! - Krzyknął Remus.
- Czy w twoim słowniku istnieje zwrot "mówić cicho" ? - Zapytał Dam.
- Dzisiaj nie! - Odkrzyknął.
Erick otworzył opakowanie i na łóżko wypadły śliczne skrzydła anioła.
- Ojej! Remus, są idealne! Jak ty to zrobiłeś! Dziękuję!! - Erick był wniebowzięty.
- A mój? Ja też chcę zobaczyć! - Damien zerwał się z podłogi, podbiegł do swojego stosu prezentów.
- Nikt ci nie... - Remus nie zdążył dokończyć, ponieważ Damien wyjął jeden z prezentów leżących najniżej i cały stos się przewrócił. Oczywiście na niego.
- Pomocy? - Powiedział.
Nikt mu oczywiście nie pomógł. Erick i Remus pokładali się ze śmiechu.
- Dziękuję - wydyszał Dam, przygnieciony prezentami.
Do pokoju weszły Megan i Dorcas. Megan miała na szyi zawieszony naszyjnik z wilkiem wyjącym do księżyca, zaś na ręku Dor, była bransoletka z motylkiem.
- Dzięki Remmy! Eee... Damien? Co ty robisz? - Zapytała Dorcas.
- Okład z prezentów. Bardzo odżywczy, a do tego nawilża skórę - powiedział poważnym głosem.
- Tak. Nie wątpię. - Megan ledwie powstrzymywała śmiech, a Remusa zaczął boleć brzuch i policzki.
Gdy Damien wydostał się spod "okładu" i skończył zachwycać się swoim prezentem, Erick rozpakował resztę prezentów, a Megan pobiła Remusa za to, że powiedział iż jest dziwna, wszyscy razem poszli do Wielkiej Sali.
Po przyjściu reszty szkoły (czyli raptem dwudziestu osób), wszyscy ucichli. Albus Dumbledore wstał, powiewając swoją długą, srebrną brodą i patrząc na nich przez okulary połówki.
- Wszystkiego najlepszego z okazji świąt! Cieszę się, że zostaliście tutaj, chociaż w tym roku jest to chyba rekordowo niska ilość uczniów. Jednakże teraz proszę wszystkich o powstanie. - Profesor uśmiechnął się.
Przed każdym pojawił się duży kawałek opłatka.
- Weźcie opłatek i podzielcie się nim ze sobą.
Remus podzielił się ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Poznał też nowego chłopaka - Ethana Wate'a, który był krukonem. Do ślizgonów nie podszedł nikt, a i oni nie dzielili się z nikim poza sobą, swoim opiekunem i dyrektorem. Właśnie w tym momencie profesor Dumbledore podszedł do Remusa.
- Więc Remusie... Życzę ci, abyś był wytrwały i zawsze pozostał taki jaki jesteś teraz. Żebyś wiódł wesołe życie, nie zważając na to, kim jesteś. Aby każdy dzień, był dla ciebie niesamowity. Żeby nigdy nie przytrafiło ci się już nic złego, bo wycierpiałeś już dostatecznie dużo - uśmiechnął się. Remus zastanawiał się, co powiedzieć profesorowi.
Czego mam mu życzyć?!
- J-ja życzę profesorowi, aby... Dalej był pan, taki jaki jest teraz. Żeby pomagał pan ludziom i zmieniał ich życie na lepsze, aby można było do pana przyjść i powiedzieć wszystko, czego nie rozumiemy, lub czego się boimy. No i, żeby żył pan jeszcze bardzo, bardzo długo - powiedział czując, że się czerwieni.
- Jesteś bardzo miłym chłopcem Remusie - przełamali się opłatkiem. - Ah, jeszcze coś. Żebyś nigdy nie musiał używać zaklęcia zapomnienia. Nigdy. 





Witam!
Czy tylko u mnie jest tak bardzo gorąco??
Po prostu się gotuję!
A jeszcze jutro biegnę na 800m. - zawody... .__. 
Nie wiem, jak to zrobię i nie umrę .-.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba i, że jest ok. 
Błagam o komentarze.
A co do Nimfadory, Lily i Leviosy - DZIĘKUJĘ WAM ZA TO, ŻE KOMENTUJECIE!
Chociaż wy... :'(
< 4
Megan Lunaris Moony